Eucharystia
Eucharystia:
ukryty Chrystus,
Obrzędy wstępne
Liturgia Słowa Modlitwa
Eucharytyczna Obrzędy
Komunii św.
Formuła konsekracji - formułą życia
Nazwy Mszy Świętej Eucharystia
- sakrament spotkania
Eucharystia: ukryty Chrystus
Przedstawiamy streszczenie rozdziału książki bpa Javiera Echevarríi „Drogi życia
chrześcijańskiego” (Itinerarios de vida cristiana) poświęconego sakramentowi
Eucharystii.
„Zbawiciel nasz podczas Ostatniej Wieczerzy, tej nocy,
kiedy został wydany, ustanowił Eucharystyczną Ofiarę Ciała i Krwi swojej, aby
w niej na całe wieki, aż do swego przyjścia, utrwalić Ofiarę Krzyża i tak umiłowanej
Oblubienicy, Kościołowi, powierzyć pamiątkę swej Męki i Zmartwychwstania: sakrament
miłosierdzia, znak jedności, węzeł miłości, ucztę paschalną, w której pożywamy
Chrystusa, w której dusza napełnia się łaską i otrzymuje zadatek przyszłej chwały”.
W ten sposób Sobór Watykański II w konstytucji „Sacrosanctum Concilium” podsumowuje bogactwo Eucharystii. Eucharystia jest czymś tak wzniosłym, że w pewnym sensie streszcza w sobie wszystkie tajemnice naszej wiary (…).
Żeby przeniknąć choć trochę głębię tej tajemnicy naszej wiary, trzeba rozważać niezmierzoną miłość Jezusa. Kiedy św. Jan opisuje noc, podczas której Pan ustanowił ten sakrament, mówi: „Było to przed Świętem Paschy. Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował.” (…) Poprzez Najświętszą Eucharystię w historii uobecnia się, aż do skończenia świata, miłość Jezusa i miłość Boga Ojca, który nam go oddaje: miłość potężniejsza niż śmierć, jak przypomina nam Pieśń nad Pieśniami.
Jezus ukrył się w Eucharystii, ponieważ wiedział, że Go potrzebujemy. Św. Mateusz opowiada, że przed rozmnożeniem chleba i ryb Jezus popatrzył na lud, który za Nim szedł i słuchał Go, i zawołał: „Żal Mi tego tłumu! Już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. Nie chcę ich puścić zgłodniałych, żeby kto nie zasłabł w drodze”. Nauczyciel wiedział, że droga naszego życia jest długa, że oprócz zmęczenia ciała zagrażają nam inne trudności i niebezpieczeństwa; był świadom, że my, Jego uczniowie, pozostawieni samym sobie, nie możemy dojść do końca tej drogi. Pozostał więc z nami, żeby nam pomagać w pokonywaniu wszelkich przeszkód, podtrzymując nas pokarmem dla naszych dusz.
Trzeba miłości, żeby zrozumieć Miłość
Skoro sens tego sakramentu polega na miłości, tylko dzięki miłości możemy zrozumieć jego wielkość. Do rzeczywistości Eucharystii można by zastosować to, co św. Paweł powiedział odnośnie przyszłej chwały: „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują”. Źródłem Eucharystii (…) jest miłość nie znająca granic i tylko z perspektywy tej miłości można ją zrozumieć i w niej uczestniczyć. Jeśli chcemy poznać głębiej tę prawdę i żyć tym nieskończonym skarbem, jedyną drogą jest prosić Boga o powiększenie naszej zdolności do miłowania, żeby nasze oczy się otworzyły, ponieważ „amor oculus est et amare videre est”, jak napisał Ryszard od św. Wiktora: miłość to oko, a kochać to widzieć. (…)
Jeśli będziemy rozważać miłość Jezusa, który ofiaruje się nam bezbronny pod postaciami eucharystycznymi, nauczymy się doceniać drobne gesty pobożności, adoracji i czułości, które pomagają nam wyrażać osobistą odpowiedź na ten ogrom Bożej miłości: jesteśmy wszak stworzeniami złożonymi z ducha i materii, z duszy i ciała. Są to rubryki przepisane w liturgii, przyklęknięcia przed Najświętszym Sakramentem, spojrzenia, choćby z daleka, na wieże kościołów, które przypominają nam o tym, że Jezus oczekuje nas w świątyni, żebyśmy przyszli Go odwiedzić. To obcowanie z Panem w Eucharystii, pełne prostoty i nieustanne, sprawi, że będziemy wzrastać w wierze i że nasza odpowiedź będzie dojrzalsza. Każe nam też – za miłość odpłaca się miłością – starać się wypełniać Wolę Bożą we wszystkim, realizować w każdej sytuacji naszego życia ideał, który Chrystus przedstawił nam w Ewangelii.
Całym sercem przeżywać Mszę
Zaproszenie do uczynienia Mszy centrum i źródłem każdego dnia i całego życia było – od początku kapłaństwa – ciągłą radą w nauczaniu św. Josemaríi. Z jego książki „Kuźni” przepisuję następującą myśl: „Walcz o to, aby Święta Ofiara Ołtarza stała się ośrodkiem i źródłem twego życia wewnętrznego; tak, żeby cały dzień zamienił się w ciągły akt kultu – przedłużenie Mszy świętej, w której uczestniczyłeś, i przygotowanie do następnej – który wyrazi się w aktach strzelistych, w nawiedzaniu Najświętszego Sakramentu, ofiarowaniu twojej pracy zawodowej i twego życia rodzinnego…” (…)
Chrześcijanin, który żyje swoją wiarą, doświadcza nie tylko potrzeby dobrego przygotowania się do odprawiania Mszy świętej lub uczestniczenia w niej, ale również dbania o dziękczynienie, o poświęcenie kilku minut po Komunii na trwanie w skupieniu i zażyłości z Panem, na obcowanie z Chrystusem, swoim Królem, Nauczycielem, Lekarzem, Przyjacielem, swoim Bogiem! Będzie to czas okazywania gorącej miłości, w którym przedstawia się Temu, który jest Panem i Zbawicielem, własną małość i wielkie pragnienia swojego serca. Ten czas, chociaż wyda się duszy krótki, będzie miał wpływ na cały dzień, odnawiając pamięć i umiłowanie tego spotkania z Jezusem, powiększając pragnienie kolejnych spotkań.
Itinerarios de vida cristiana („Drogi życia chrześcijańskiego”), wyd. Planeta, Madryt 2002. źródło www.opusdei.pl
Eucharystia
Każda Msza św. składa się z czterech głównych części: obrzędów wstępnych, liturgii Słowa Bożego, liturgii eucharystycznej i obrzędów zakończenia. Obrzędy wstępne obejmują: znak krzyża świętego poprzedzony śpiewem na wejście, pozdrowienie, akt pokuty, hymn uwielbienia Boga i modlitwę zwaną kolektą.
1. Śpiew na wejście i znak krzyża
Śpiew rozpoczynający Mszę św. ma za zadanie zjednoczyć wszystkich obecnych w
świątyni i uświadomić nam, że gromadzimy się przed Bogiem nie każdy z osobna,
ale we wspólnocie. Wiara człowieka samotnego narażona jest na powolne gaśnięcie.
Jak płonąca żagiew wyciągnięta z ogniska i odłożona z dala od ognia łatwo gaśnie,
podobnie wiara przeżywana z dala od wspólnoty może powoli słabnąć.
Śpiew na wejście ma także sprawić, że koncentrujemy myśli na Bogu, a nasze troski
i myśli zaprzątające nam umysł pozostawiamy poza drzwiami świątyni. Nie chodzi
o to, by udawać, że nie mamy kłopotów. Przeciwnie, chodzi o to, by uczynić je
przedmiotem naszej modlitwy. Msz św. jest bowiem spotkaniem z Chrystusem, nie
z zaprzątającymi nas myślami. Po pieśni czynimy świadomie znak krzyża. Krzyż
jest znakiem. Znak wymaga zrozumienia. Znak wymaga wyjaśnienia. Znak wymaga
interpretacji. Znak przywołuje i wskazuje inną rzeczywistość. Na co wskazuje
krzyż? Dla starożytnych Rzymian krzyż był narzędziem śmierci; śmierci haniebnej,
bo zadawanej w miejscu publicznym. Krzyż był ostrzeżeniem przed popełnieniem
przestępstwa karanego śmiercią. Stał się znakiem śmierci. Po śmierci Chrystusa
krzyż nabiera nowego znaczenia. Narzędzie śmierci staje się środkiem odkupienia.
Gdy z wysokości krzyża Jezus wypowiada słowa „Wykonało się”, oznacza to, że
odkupienie stało się faktem; oznacza to, że cel Jego przyjścia na świat został
osiągnięty. Krzyż staje się także znakiem przebaczenia. Jezus wyprasza u Ojca
przebaczenie dla swoich oprawców, „bo nie wiedzą, co czynią”. Błagając o przebaczenie
dla swych prześladowców, błaga o przebaczenie dla każdego człowieka, bo przecież
grzechy wszystkich zaprowadziły Go na krzyż. Krzyż staje się także znakiem cierpienia:
„Kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech bierze swój krzyż
każdego dnia i niech Mnie naśladuje”. Najpierw oznaczał cierpienia z powodu
prześladowań znoszonych dla ewangelii; z początkiem IV w., kiedy chrześcijaństwo
stało się religią oficjalną, rozszerzono znaczenie krzyża na wszelkie niemal
formy cierpienia. Krzyż jest jednak przede wszystkim znakiem miłości: „Tak Bóg
umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał...”; „dał” to znaczy: wydał
na śmierć krzyżową. Krzyż jest znakiem. Krzyż wskazuje śmierć, odkupienie, przebaczenie,
cierpienie i miłość. Takie jest znaczenie krzyża w tradycji chrześcijańskiej.
Rozpoczynając Mszę św. znakiem krzyża uświadamiamy sobie, że stoimy przed Bogiem:
przed Ojcem, który nas kocha; przed Synem, który umarł za nas na krzyżu; przed
Duchem Świętym, który skłania nasze serca do modlitwy.
2. Pozdrowienie wstępne
Po znaku krzyża kapłan pozdrawia zgromadzonych słowami „Pan z wami”. Niekiedy
wybrać może inną formułę, np. „Miłość Boga Ojca, łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa
i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi”. Bez względu na
dokonany wybór, każde pozdrowienia zapewnia nas o Bożej obecności: Pan jest
z nami. Nie idziemy sami przez życie, lecz wciąż trwamy w bliskości Tego, który
nas umiłował. Bóg jest obecny w sposób szczególny w rozpoczynającej się Eucharystii.
Teologia mówi o poczwórnej obecności Chrystusa we Mszy świętej: pod postaciami
chleba i wina; w Słowie Bożym; w całym zgromadzeniu; oraz w osobie przewodniczącego
liturgii czyli kapłana.
3. Akt pokuty
Po pozdrowieniu wiernych kapłan wzywa do aktu pokuty. Może on przybrać różne
formy. Często wypowiadamy słowa „Spowiadam się Bogu wszechmogącemu”. Innym razem
powtarzać możemy błagania kończące się wezwaniem „Panie, zmiłuj się nad nami”
lub stosujemy obrzęd „asperges”, czyli pokropienie wodą święconą. Akt pokuty
nie jest czasem na rachunek sumienia. W krótkiej chwili ciszy następującej po
wezwaniu do tego aktu, należy raczej wzbudzić w sobie żal z powodu naszych grzechów,
należy zasmucić się, że obrażamy Boga. Taki żal jest wystarczający do otrzymania
przebaczenia tzw. grzechów powszednich, czyli takich, co do których nie jest
konieczne udawać się do konfesjonału, aby otrzymać ich przebaczenie. Grzechy
powszednie mogą być również zgładzone w inny sposób: przez świadomie uczyniony
znak krzyża wodą święconą, podczas osobistej modlitwy, zwłaszcza po rachunku
sumienia.
4. Hymn uwielbienia
Kiedy człowiek dostępuje łaski oczyszczenia serca, wówczas wraz z całym Kościołem
wyśpiewuje starożytny, bo pochodzący z VI w., hymn uwielbienia „Chwała na wysokości
Bogu”. O ile w modlitwie dziękczynienia wyrażamy Bogu wdzięczność za dary, jakie
od Niego otrzymujemy, o tyle w modlitwie uwielbienia chwalimy Boga zupełnie
bezinteresownie - za to, że jest i za to, Kim jest. Jak dwoje zakochanych mówią
do siebie, kim są dla siebie nawzajem, podobnie w hymnie chwały uwielbiamy Boga:
„Tylko Tyś jest święty, tylko Tyś jest Panem, tylko Tyś Najwyższy”.
5. Kolekta
Obrzędy wstępne kończą się modlitwą, która w tradycji Kościoła nosi nazwę kolekty.
Rozpoczyna się ona wezwaniem „módlmy się”, po którym następuje krótka chwila
ciszy. Właśnie w tej chwili uświadamiamy sobie, o co szczególnie pragniemy się
modlić w czasie przeżywanej Mszy św.
Rozpoczynając rozważanie na temat znaczenia liturgii Słowa Bożego zaznaczyć należy fakt, że Pismo Święte nie jest zwykłą książką w życiu chrześcijanina. Księga ta, powstała w przeciągu dziesięciu niemal wieków, zawiera słowo Boga skierowane do człowieka. Jest listem Boga do każdego z nas. Każdy z nas nosi w sercu pytania, te najbardziej podstawowe - dotyczące życia i śmierci, miłości i przyjaźni, pytania dotyczące Boga, wiary i cierpienia. Księga Biblii jest niewyczerpanym skarbem, w którym szukać możemy coraz to nowych odpowiedzi; jest źródłem, z którego jak ze strumienia można zaczerpnąć zawsze czystej wody. Słowo Boże ma moc przemiany życia ludzkiego. Na dziesięć wieków przed Chrystusem w rodzącym się na podwalinach wiary państwie Izrael, psalmista, utożsamiany niekiedy z królem Dawidem, wołał: „Twoje słowo, Panie, jest pochodnią dla stóp moich”. Człowiekowi, który w gąszczu życia gubi drogę, słowo Boga wskazuje właściwy kierunek. Sam Jezus zapewniał, że słowo Boga jest potrzebne do życia jak chleb: „Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych”. Jeden z najlepiej wykształconych faryzeuszów I wieku, znający hebrajski, grecki i aramejski, Szaweł z Tarsu (bądź jeden z jego uczniów), po swym nawróceniu zapewniał: „Żywe jest słowo Boże i skuteczne”. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa, przekonany o konieczności zagłębiania się w treści świętej księgi, św. Hieronim twierdził stanowczo: „Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa”. Kiedy podczas Mszy św. rozpoczyna się liturgia Słowa Bożego, mamy świadomość, że sam Bóg do nas przemawia. Liturgia ta składa się z czytań przeplatanych śpiewami, homilii (kazania), wyznania wiary i modlitwy powszechnej.
1. Czytania biblijne i śpiewy międzylekcyjne.
W niedziele i święta Kościół czyta trzy fragmenty biblijne.
Czytanie I zawsze wyjęte jest ze Starego Testamentu, czytanie II zapisane jest
na kartach Nowego Przymierza i wreszcie ostatnia lektura pochodzi zawsze z ewangelii.
Czytania nie są dobierane w sposób przypadkowy. Lektura ewangelii podzielona
została na cykl trzyletni. I tak w tzw. roku A prezentowana jest ewangelia Marka,
w roku B - Mateusza, i w roku C - Łukasza. Fragmenty ewangelii Janowej czytane
są w uroczystości i święta, i w czasie szczególnie uroczystym, jak choćby okres
wielkanocny. Tak więc ten sam fragment ewangelii powraca w lekturze co trzy
lata. Wszystkie czytania tematycznie łączą się z ewangelią. Uważny słuchacz
łatwo odnajdzie nić przewodnią łączącą wszystkie lektury. Po I lekturze śpiewany
jest psalm. Spośród 150 psalmów zapisanych w Starym Testamencie, Kościół wybiera
ten, który również tematycznie łączy się z przeczytanym przed chwilą fragmentem
biblijnym. Po II czytaniu śpiewa się radosną aklamację „alleluja” (słowa te
oznaczają „chwalmy Pana”), która przygotowuje do odczytania ewangelii. Ewangelie,
ponieważ stanowią centralną część Pisma Świętego, opisującą bezpośrednio wydarzenia
z życia Jezusa, wymagają postawy stojącej. Zauważmy dwie istotne rysy cyklu
czytań biblijnych:
- dialogiczny charakter - układ czytań i śpiewów tworzy formę dialogu z Bogiem:
najpierw słuchamy Boga w I czytaniu, na które odpowiadamy śpiewem psalmu; następnie
znów wsłuchujemy się w słowa II czytania, na które odpowiadamy śpiewem aklamacji
przygotowującej nas do lektury ewangelii. Ten dialog prowadzony słowem Bożym
przypomina nam, że całe nasze życie stać się może rozmową z Bogiem
- powszechny charakter - pomyślmy o dalekich kontynentach i odległych krajach.
W każdą niedzielę, więcej
- w każdy dzień
- wierni wsłuchują się w te same fragmenty biblijne. W ten sposób wyraża się
jedność wszystkich wierzących.
2. Homilia (kazanie)
Znaczenie czytań, ich sens teologiczny i moralny, oraz przesłanie praktyczne z nich wypływające, kapłan wyjaśnia w ramach homilii. Grecki czasownik „homileo” oznacza „przemawiać”. Niekiedy używamy zamiennie słów „kazanie” i „homilia”. Tymczasem w języku teologii rozróżnienie jest jasne: homilia jest wyjaśnieniem czytań biblijnych, kazanie natomiast ma charakter tematyczny. Kazania słyszymy najczęściej w czasie rekolekcji, kiedy to kapłan mówi na wybrany przez siebie temat, niekoniecznie bezpośredni łączący się z czytaniami.
3. Wyznanie wiary
Wyznanie wiary, zwane inaczej „Credo”, zaczynające się od słów „Wierzę w jednego Boga”, ma być naszą świadomą odpowiedzią na usłyszane - zarówno w czytaniach, jak i w homilii - słowo Boże. Tekst wyznania wiary sięga czwartego wieku, co świadczy o stałości wiary całego Kościoła. Wszystkie artykuły wiary, które wyznajemy, kończymy potwierdzeniem „amen”. To aramejskie słowo, przejęte do chrześcijańskiej liturgii, jest uroczystym potwierdzeniem: „niech się tak stanie”.
4. Modlitwa powszechna
Modlitwa powszechna kończy liturgię Słowa Bożego. Błagania,
które zanosimy do Boga, ułożone są w pewną hierarchię. Z reguły prośby zanosi
się w następującej kolejności: w potrzebach kościoła, o zbawienie i w potrzebach
całego świata, za tych, którzy znajdują się w trudnościach życiowych (chorych,
cierpiących, prześladowanych), w intencji Mszy św. oraz za wszystkich uczestniczących
w liturgii.
Zadaniem liturgii Słowa Bożego jest przybliżenie nam nauki Chrystusa oraz przyjęcie
wskazań moralnych z niej płynących. Dzięki wsłuchiwaniu się w słowo Boga przybliżamy
się do samego Chrystusa, który mówił o sobie: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”.
To słowo ma moc przemiany naszego życia.
O Mickiewiczu opowiada się anegdotę: Gdy przebywał w Paryżu, często gościł w
salonach literackich. Pewnego razu został poproszony, by przeczytał fragment
ewangelii. Uczynił to w sposób mistrzowski: włożył w deklamację poetycki ton
i wzniosłe uczucia. Kolejne wiersze ewangelii przeczytać miał ksiądz. Zrobił
to w sposób niezwykle prosty, niemal monotonny. Czytał jednak te słowa nie jak
poezję, lecz jak list od najlepszego przyjaciela. Nikt ze słuchaczy nie miał
wątpliwości, że słowo Boga należy czytać sercem przepełnionym wiarą. Niech takie
będzie nasze słuchanie słowa Bożego kierowanego do nas podczas Mszy św.
1. Prefacja
Po złożeniu darów ofiarnych następuje prefacja, która rozpoczyna się dialogiem: „Pan z wami”. Wezwanie: „W górę serca” przypomina nam o słowach św. Pawła, że nasza ojczyzna jest w niebie, i że naszymi myślami wciąż winniśmy trwać przy Bogu. Następująca potem modlitwa, zwana prefacją, zawiera określony motyw dziękczynienia składanego Bogu. Wskazuje na jedną, konkretną przyczynę, za którą winniśmy Bogu wdzięczność. Wdzięczność tę wyrażamy zakorzenionym w tekstach biblijnych hymnie „Święty, święty”.
2. Przeistoczenie i kolejne modlitwy
Tuż po nim kapłan przyzywa Ducha Świętego przed najważniejszym
momentem Eucharystii: przed konsekracją. Stajemy wobec tajemnicy przeistoczenia
chleba i wina w prawdziwe Ciało i prawdziwą Krew Chrystusa. Przy wypowiadaniu
słów wymówionych przez Chrystusa podczas Ostatniej Wieczerzy, dokonuje się ta
niezwykła przemiana, która Boga „sprowadza” na ziemię. Powtarzając słowa ustanowienia
Eucharystii, wypowiedziany przez Chrystusa podczas Ostatniej Wieczerzy, kapłan
kończy je wezwaniem: „To czyńcie na moją pamiątkę”. Trzeba zastanowić się przez
chwilę nad znaczeniem słowa „pamiątka”. W języku hebrajskim, dosłownie przetłumaczony
termin zikkaron należałoby oddać rzeczownikiem „uobecnienie”. „Pamiątka” odsyła
nas do dawnych wydarzeń, tymczasem „uobecnienie” czyni obecnym tu i teraz to,
co wydarzyło się w historii. Uczestnicząc w Eucharystii włączamy się w ponadczasowość
Boga, dla którego czas nie istnieje. Przez Jego interwencję stajemy się uczestnikami
wydarzeń Ostatniej Wieczerzy, a jednocześnie śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.
Od momentu przeistoczenia Chrystus żywy i prawdziwy obecny jest pośród swego
ludu. Wobec tej świętej Obecności kapłan kontynuuje Modlitwę Eucharystyczną,
która zawiera wezwania wstawiennicze: za Kościół z Papieżem i Biskupem miejsca
na czele, za chrześcijan, za żywych i zmarłych. Modlitwa Eucharystyczna kończy
się uwielbieniem Boga, zwanym doksologią: „Przez Chrystusa, z Chrystusem i w
Chrystusie, Tobie, Boże, Ojcze wszechmogący, w jedności Ducha Świętego, wszelka
cześć i chwała przez wszystkie wieki wieków”. Nasze uroczyste „Amen” po tej
modlitwie wyraża między innymi wiarę w rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii.
Tak więc podczas Liturgii Eucharystycznej dokonuje się niezwykła w swej naturze,
niepojęta dla rozumu i nieobjęta przez serce, tajemnicza przemiana chleba i
wina w prawdziwe Ciało i prawdziwą Krew Chrystusa.
Obrzędy Komunii św. rozpoczynają się Modlitwą Pańską. Pod względem formy przypomina
ona modlitwy żydowskie: inwokacja, siedem próśb, doksologia. Zawiera główne
idee ewangelijne: ojcostwo Boże, królestwo niebieskie, sprawiedliwość Boga i
ufność w Nim pokładana, miłość między ludźmi i wiara w pokonanie zła. Izraelici
nazywali Boga Ojcem: w modlitwach osobistych używano inwokacji „Ojcze mój”.
Jezus uczy, że nawet w osobistej modlitwie zachować należy jej społeczny charakter,
przez co podkreślona zostaje idea braterstwa pomiędzy ludźmi. Modlitwa Pańska
zwana jest niekiedy modlitwą „siedmiu próśb”. Rzeczywiście bowiem w siedmiokrotnym
błaganiu zwracamy się do Ojca:
* Imię u semitów oznacza istotę. Prośba, by imię Boga było uwielbione jest jednocześnie
prośbą, by wszyscy ludzie wyznawali tę samą wiarę, tylko w ten sposób wyobrażano
sobie bowiem doskonały kult oddawany Bogu.
* Żydzi modlili się o przyjście królestwa Bożego podług swych własnych, politycznych
wyobrażeń. Królestwo Boże w Modlitwie Pańskiej jest królestwem łaski, założonym
przez Chrystusa. Jego granice biegną nie przez ziemskie terytoria, lecz przez
ludzie serca.
* Prośba o spełnienie woli Bożej na ziemi wyraża przekonanie, że w niebie aniołowie
i ludzie święci służą Bogu w sposób doskonały.
* Błaganie o chleb powszedni jest modlitwą o zaspokojenie doczesnych potrzeb
człowieka. Myśl o Eucharystii jest zapewne wtórna.
* Darować grzechy może jedynie Bóg. Przebaczenie umotywowane zostało darowaniem
win wszystkim ludziom, a nawet od niego uzależnione, zgodnie z twierdzeniem
Jezusa: „Jeśli nie przebaczycie ludziom ich przewinień, i Ojciec wasz niebieski
nie przebaczy wam waszych przewinień” (Mt 6,15).
* Pewne wątpliwości budzi niekiedy przedostatnia prośba Modlitwy Pańskiej. Czyżby
Bóg rzeczywiście zsyłał pokusy? Św. Jakub twierdzi: Nowy Testament podaje dwie
wersje Modlitwy „Ojcze nasz”.
W wersji Łukaszowej znajdujemy słowa: „Nie dopuść, abyśmy
ulegli pokusie”, Mateusz natomiast zanotował słowa, które wypowiadamy codziennie:
„Nie wódź nas na pokuszenie”. Mateusz, który sam był Żydem, kierował swoją ewangelię
do chrześcijan pochodzenia żydowskiego. Według przekonań Żydów, Bóg był ostateczną
przyczyną wszystkiego, co wydarza się na świecie; wszystkiego, a więc również
w pewien tajemniczy sposób odpowiedzialny jest za zło. Dlatego na kartach Starego
Testamentu pojawiają się niekiedy opisy krwawych walk, do których - w przekonaniu
autorów biblijnych - wzywa sam Bóg. Mateusz, choć sam był świadomy, że to nie
Bóg zsya pokusy, pisząc do Żydów, posługiwał się ich językiem.
* Zło w ostatniej prośbie może być odczytane zarówno w aspekcie moralnym, jak
i fizycznym, ale można je także rozumieć osobowo.
Po odmówieniu Modlitwy Pańskiej kapłan kontynuuje wspólnie zaniesione prośby
modląc się między innymi o nadzieję: „spraw, abyśmy pełni nadziei oczekiwali
przyjścia naszego Pana Jezusa Chrystusa”. Nadzieja potrzebna jest każdemu człowiekowi.
Potrzebują jej zwłaszcza cierpiący, samotni, ludzie w trudnej sytuacji materialnej,
bezrobotni. Potrzebuje je Polska. Pójdźmy więc za wezwaniem Słowackiego, który
w „Anhellim” wołał:
Miejcie nadzieję.
Bo jeżeli nadzieja w was będzie,
To przejdzie z was do innych pokoleń.
Ale jeżeli w was umrze,
To przyszłe pokolenia będą z ludzi martwych.
Obrzęd pokoju jest kolejnym znakiem liturgicznym. Pokój jest odwiecznym pragnieniem człowieka. Żydzi na ulicach Jerozolimy pozdrawiają się życzeniem pokoju: Szalom. Podobnie czynią muzułmanie wypowiadając pragnienie salem-alejkum („pokój tobie”). Chrześcijanie na Mszy św. przekazują sobie znak pokoju. Ludzie wciąż go poszukują. W piramidach w Gizeh spotkać można ludzi przybywających z najdalszych stron świata i w pozycji kwiatu lotosu medytujących z zamkniętymi oczyma, spodziewając się osiągnąć pokój serca. Podobne praktyki przychodzą do nas kanałami New Age. Inni w poszukiwaniu pokoju uciekają przed ludźmi, zamykając się we własnym świecie - świecie książek, muzyki, filmów. Inni sięgają po alkohol lub narkotyki, albo marzą o innym kraju, innym miejscu, w którym mogliby żyć. Tymczasem prawdziwego pokoju serca nie można znaleźć poza sobą. Pokój płynie z czystego serca pojednanego z Bogiem w sakramencie pojednania; pokój płynie z pojednania z ludźmi przez przebaczenie; pokój płynie z życia w zgodzie ze sobą samym. Ostatecznie Dawcą pokoju pozostaje sam Chrystus, który po zmartwychwstaniu pojawił się wśród wylęknionych apostołów z życzeniem „Pokój wam”.
Po przekazaniu znaku pokoju, podczas śpiewu „Baranku Boży”, kapłan przełamuje konsekrowaną Hostię i wpuszcza jej fragment do kielich z Krwią Chrystusa. Gest ten jest pozostałością po dwóch średniowiecznych praktykach. Kapłani zwykli wówczas przechowywać fragment przełamanej Hostii w tebarnakulum, aby spożyć ją podczas następnej Mszy św. W ten sposób wyrażano swoje przekonanie, że nie ma dwóch różnych ofiar Mszy da Eucharystia jest włączeniem się w jedną, jedyną Ofiarę Jezusa Chrystusa. Również za czasów wczesnego chrześcijaństwa papież celebrujący Mszę św. zwykł wysyłać diakonów z Ciałem Pańskim przez niego konsekrowanym do głównych kościołów Rzymu. Kapłani sprawujący tam Eucharystię, spożywali z Chleba zakonsekrowanego przez papieża, przez co wyrażali przekonanie o jedności Ofiary Chrystusa.
Łaciński wyraz communio oznacza „zjednoczenie”, „wspólnotę”. Przyjęcie Komunii św. jest więc złączeniem się z Chrystusem. Przyjmuje ono formę posiłku, symbolu uczty. Kapłan ukazując ludowi Ciało Chrystusa, mówi: „Błogosławieni, którzy zostali wezwani na ucztę”. Symbol uczty we wielu religiach oznacza pragnienie człowieka, by zjednoczyć się z Bogiem.
Kiedy kapłan ukazuje nam konsekrowaną Hostię wypowiadając słowa „Ciało Chrystusa”, naszą odpowiedź wyrażamy uroczystym potwierdzeniem „Amen”. Jest to wyraz naszej wiary w rzeczywistą obecność Chrystusa w chlebie, który przyjmujemy. Po przyjęciu Komunii św. udajemy się na nasze miejsce w świątyni. Jest to czas przeznaczony na modlitwę dziękczynną. Dziękczynienie wyrażamy wspólnym śpiewem, a niekiedy osobistą modlitwą serca. Jest to moment intymnej więzi z Chrystusem, którego przyjęliśmy. W tej chwili skupienia chodzi o to, by zespolenie z Bogiem, które właśnie się dokonało, głęboko zapadło w nasze serce, by Chrystus, którego przyjęliśmy, zaczął przemieniać nasz sposób myślenia, reagowania, widzenia świata. Chodzi o to, by pozwolić, aby Chrystus uczył nas patrzeć na siebie, świat i ludzi Jego oczyma.
Formuła konsekracji - formułą życia
W Liście do kapłanów na Wielki Czwartek 2005 papież Jan Paweł II napisał: Kościół
żyje dzięki Eucharystii, życie kapłańskie winno mieć ze szczególnego tytułu
„kształt eucharystyczny”. Słowa ustanowienia powinny zatem być dla nas nie tylko
formułą konsekracyjną, ale „formułą życia”(1). Te słowa z ostatniego Listu Jana
Pawła II można potraktować jako testament papieża, którego wykonawcami powinni
być kapłani. Formuła konsekracji wypowiadana przez kapłanów powinna stawać się
formułą ich życia. W formule konsekracji zawarte są podstawowe wymiary Eucharystii,
którymi są uczta, ofiara i eschatyczny wymiar. Podstawą tych trzech wymiarów
Eucharystii jest obecność. Jak te podstawowe wymiary Eucharystii, na które wskazuje
formuła konsekracji, mają stawać się formułą kapłańskiego życia? Próbując odpowiedzieć
na to pytanie trzeba zajrzeć do wystąpień Jana Pawła II w czasie Kongresu Eucharystycznego
we Wrocławiu.
1. Uczta
Według Jana Pawła II: Najbardziej oczywistym wymiarem Eucharystii jest uczta (Mane nobiskum Domine 15). Św. Tomasz z Akwinu odróżnił w Eucharystii sakrament i ofiarę: Eucharystia jest nie tylko sakramentem, jest także ofiarą[1]. Toteż ludziom, którzy przyjmują komunię św., Eucharystia przynosi pożytek i jako sakrament, i jako ofiara...Innym zaś, tym którzy nie przystępują do komunii św., Eucharystia przynosi pożytek jako ofiara. Eucharystia jako uczta jest więc sakramentem, bo przyjęcie ciała i krwi Chrystusa staje się skutecznym znakiem łaski, co wyraża modlitwa: O sacrum convivium in quo Christus sumitur. Recolitur memoria passionis eius; mens impletur gratia et futurae gloriae nobis pignus datur – O święta Uczto, na której przyjmujemy Chrystusa, odnawiamy pamięć Jego Męki, duszę napełniamy łaską i otrzymujemy zadatek przyszłej chwały. Eucharystia jako uczta jest kontynuacją proegzystencji Jezusa. Życie Jezusa było życiem dla innych: On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia przyjął ciało z Maryi Dziewicy. To dla nas ludzi i dla naszego zbawienia obecne było w całym ziemskim życiu Jezusa. Ono całe było proegzystencją, czyli życiem dla innych. Na tą proegzystencję Jezusa zwraca uwagę jeden z kierunków we współczesnej chrystologii nazywany chrystologią proegzystencji[2]. Ta chrystologia proegzystencji doszła do głosu na Kongresie. W homilii wygłoszonej podczas Statio Orbis Jan Paweł II powiedział: Chrystus w Eucharystii pozostanie po wszystkie czasy niedościgłym wzorem postawy: „proegzystencji”, to znaczy postawy bycia dla drugiego człowieka. Chrystus cały był dla swego Ojca niebieskiego, a w Ojcu dla każdego człowieka[3] Przedłużeniem proegzystencji Jezusa jest Eucharystia. W niej proegzystuje On nadal dla nas i dla naszego zbawienia. Eucharystia jest więc dla powołanego szkołą proegzystencji. Proegzystencją ma być bowiem życie kapłana[4], który jak Chrystus powinien żyć dla ludzi i dla ich zbawienia. Przejawem tej kapłańskiej proegzystencji jest służba. Ona jest ewangelicznym wyrazem władzy w Kościele. Im większa władza w Kościele, tym większa służba, a nie obsługiwanie. Ma to być służba na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu (Mt 20, 28). Bez takiej służby panuje w Kościele sytuacja, którą św. Bazyli oddał następująco: tacy, którzy wybrali siebie własnym głosem i którzy zabiegają o stanowiska, rozlosowują między sobą przewodniczenie Kościołem, lekceważąc sobie Ekonomię Ducha Świętego. I gdy prawa Ewangelii na skutek zamieszania zostały już całkowicie zamazane, przy pierwszych miejscach panuje niewypowiedzianie wielki ścisk, ponieważ każdy z tych, którzy pragną być widoczni, używają przemocy, aby siebie wprowadzić na naczelne miejsce[5]. Opisany przez św. Bazylego przetarg o władzę w Kościele jest przeciwieństwem ewangelicznej koncepcji władzy jako służby. We władzy rozumianej jako służba wypowiada się proegzystencja, czyli życie dla innych, a nie na koszt innych. Do takiej postawy wychowuje proegzystujący w Eucharystii Chrystus.
2. Ofiara
Według Jana Pawła II: Nie wolno jednak zapominać o tym,
że eucharystyczna uczta ma sens głęboko i zasadniczo ofiarniczy (Mane nobiscum
Domine 15). Teologia wschodnia ukazuje ofiarniczy charakter Eucharystii nie
tylko w związku z męką i śmiercią Jezusa, ale w związku z całym Jego życiem.
Całe życie Jezusa było ofiarą, bo było miłością. Miłość zaś jest ofiarą; nie
ma miłości bez ofiary. Ofiarą jest więc wcielenie, chrzest w Jordanie, kiedy
to Jezus wziął na siebie grzechy świata, ale ofiarą jest też nauczanie Jezusa
i cuda. Wszystko to jest już męką i ukrzyżowaniem. Ofiara całego życia Jezusa
została uwieńczona na krzyżu jako zwycięstwo. Teologia akademicka rozczłonkowała
tą ofiarę całego życia Chrystusa zawężając ją tylko do męki i śmierci. Eucharystia
jako ofiara obejmuje jednak całe życie Jezusa, bo On jest doskonałą miłością
i dlatego jest doskonałą ofiarą. Tą ofiarę podarował Chrystus Kościołowi jako
drogę i wstępowanie do Królestwa Bożego[6]. Eucharystia uobecnia więc ofiarę
całego życia Jezusa, które było doskonałą miłością.
Eucharystia jako ofiara jest dla powołanego szkołą miłości, która wypowiada
się w ofierze. Miłość jest największym charyzmatem (1 Kor 12, 31 – 13, 1). Kapłaństwo
ma też charyzmatyczny wymiar, na który wskazuje św. Paweł, gdy zachęca Tymoteusza:
Nie zaniedbuj w sobie charyzmatu, który został ci dany za sprawą proroctwa i
przez włożenie rąk kolegium prezbiterów (1 Tym 4, 14). Nowy Testament nazywa
kapłanem tylko Jezusa Chrystusa i mówi o udziale wszystkich wiernych w kapłaństwie
Chrystusa (1 P 2, 9-10, por. Ap 1, 5-6; 5, 10). Natomiast Nowy Testament nie
nazywa kapłanami tych, do których dzisiaj KKK odnosi słowo kapłan. Według KKK:
istnieją dwa stopnie uczestnictwa w kapłaństwie Chrystusa: episkopat i prezbiterat...Dlatego
pojęcie „sacerdos” – kapłan – oznacza obecnie biskupów i prezbiterów, a nie
diakonów (1554). Nowy Testament w odniesieniu do tych, którzy przewodniczą gminom
chrześcijańskim nie stosuje określeń sakralnych, takich jak hiereus, sacerdos
i pontifex, lecz określenia świeckie, takie jak episkopos – nadzorca, presbyteros
– starszy, diakonos – sługa[7]. Stosowanie takiej terminologii podkreśla pośrednio
charyzmatyczny wymiar posługi biskupów, prezbiterów i diakonów. Ich posługa
wynika z sakramentu święceń, ale także z charyzmatu. Można pełnić urząd kapłana
bez charyzmatu, ale problematyczna będzie skuteczność takiej posługi. Tą skuteczność
zwiększa charyzmat miłości.
Ilustracją charyzmatu miłości jest przypowieść o perle. Kapłan powinien być
tym, który: Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko,
co miał, i kupił ją (Mt 13, 46). W obliczu odkrycia drogocennej perły warto
wszystko złożyć w ofierze. Miłość do odkrytej super-wartości sprawia, że ofiara
jest czymś radosnym i płynie z wewnętrznego, a nie narzuconego z zewnątrz przymusu.
Tak rozumiany charyzmat miłości uzdalnia do nadzwyczajnego wykonywania tego,
co zwyczajne, a nie do pogoni za czymś nadzwyczajnym przy zaniedbywaniu tego,
co zwyczajne.
Urząd kapłański bez charyzmatu miłości prowadzi do sytuacji, którą św. Grzegorz
Wielki opisuje następująco: Zatrzymujemy godność, a pomijamy zobowiązania godności[8].
Charyzmat miłości bardziej zwraca uwagę na zobowiązania niż na godność; natomiast
godność płynie z wypełniania zobowiązań. Akcentowanie godności urzędu przy równoczesnym
zaniedbywaniu zobowiązań wypływających z tej godności prowadzi do trzech zasadniczych
wad jak również do zawodowej choroby kapłanów, jaką jest faryzeizm. Według św.
Piotra trzy zasadnicze wady przełożonych kościelnych[9] są następujące: praca
pod przymusem, a nie z własnej woli; kierowanie się chęcią zysku, a nie dobrowolnego
ofiarowania swej posługi; oraz tyranizowanie wiernych zamiast służenia im przykładem
(1 P 5, 1-3). Natomiast faryzeizm przejawia się w nakładaniu obowiązków innym
przy równoczesnym dyspensowaniu się od nich: Wiążą ciężary wielkie i nie do
uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą
(Mt 23, 4). Eucharystia przez swój ofiarniczy wymiar wychowuje do innych postaw
– miłości wypowiadającej się w ofierze. Innymi słowy Eucharystia jest szkołą
wolności – wolności wyzwolonej przez miłość. Dlatego podczas Statio Orbis Jan
Paweł II powiedział: Kościół zaprasza nas, abyśmy weszli do tej eucharystycznej
szkoły wolności, abyśmy wpatrzeni z wiarą w Eucharystię stali się budowniczymi
nowego, ewangelicznego ładu wolności – wewnątrz nas samych, a także w społeczeństwach,
w których przyszło nam żyć i pracować[10].
3. Eschatyczny wymiar
Według Jana Pawła II Eucharystia ukazuje nam przyszłość
powtórnego przyjścia Chrystusa, u kresu historii (Mane nobiscum Domine 15).
Eucharystia uobecnia więc nie tylko ofiarę krzyża, ale także paruzję. Powiązanie
Eucharystii z paruzją widoczne jest szczególnie we wschodniej teologii. Modlitwa
eucharystyczna w liturgii bizantyjskiej nazywana jest anaforą, czyli podniesieniem,
ponieważ cały Kościół podnosi się i staje w innym wymiarze. Jest to sakramentalne
spełnienie owego porwania na obłoki (Tes 4, 17)[11]. W Eucharystii dokonuje
się więc nie tyle jakiś ruch odgórny: Chrystus przychodzi na ołtarz. W Eucharystii
dokonuje się raczej ruch oddolny: zgromadzeni przy ołtarzu są podnoszeni, tam
gdzie przebywa uwielbiony Chrystus.
Eschatyczny wymiar Eucharystii powinien być widocznym rysem kapłańskiego życia
i powinien przejawiać się w ubóstwie. Pomimo, że rozprawy o ubóstwie pochłonęły
tomy papieru, jest ono trudno zauważalnym rysem biskupów i prezbiterów. Już
Tertulian gorzko ironizował, że apostołowie tylko w tym celu zakładali Kościoły,
żeby biskupi mogli korzystać z dochodów kościelnych, starannie chroniąc się
przed jakimkolwiek niebezpieczeństwem ze strony władz rzymskich[12]. Punktem
wyjścia większości herezji drugiego tysiąclecia chrześcijaństwa było bogactwo
ludzi Kościoła. Wśród tych herezji można wymienić katarów, wystąpienie M. Lutra
a nawet polskich mariawitów. Pogoń za bogactwem ludzi Kościoła dochodzi do głosu
np. w 51 oraz 56 i 57 tezie Marcina Lutra. W tezie 51 Luter napisał: Należy
nauczać chrześcijan, że papież nie szczędziłby swych własnych pieniędzy, chociażby
nawet kościół św. Piotra miał być na ten cel sprzedany, byle udzielić wsparcia
potrzebującym, od których obecnie kaznodzieje odpustowi wyłudzają ostatni grosz.
Z kolei w tezach 56 i 57 świadek Jezusa Chrystusa[13]pisze: "Skarb kościoła",
z którego papież czerpie odpust, nie jest dostatecznie ściśle określony ludowi
chrześcijańskiemu, ani przezeń znany. Że nie są to skarby doczesne, łatwo stąd
poznać, że nimi księża tak szczodrze szafują, ponieważ wiadomo o wielu duchownych,
że oni tego rodzaju skarby (doczesne) raczej pilnie zbierają aniżeli pragną
rozdawać. Brak widocznego ubóstwa w życiu ludzi Kościoła był więc punktem wyjścia
wielu herezji, które rozbiły jedność chrześcijan.
Ubóstwo określa się jako stan wewnętrznej wolności wobec dóbr materialnych posiadanych
i nieposiadanych, płynący z wiary w dobroć i Opatrzność Boga[14]. Dolną i górną
granicę ubóstwa pomiędzy nędzą a bogactwem można oddać za pomocą słów Księgi
Przysłów: nie dawaj mi bogactwa ni nędzy, żyw mnie chlebem niezbędnym, bym syty
nie stał się niewiernym, nie rzekł: „A któż jest Pan?” lub z biedy nie począł
kraść (Prz 30, 9). Ubóstwo nie jest więc nędzą i nie wyklucza tego, co konieczne
do pełnienia misji w Kościele. Jednak ubóstwo czyni wiarygodnym misję biskupa,
prezbitera i diakona oraz zakonnicy i zakonnika. Kapłan lub zakonnik opływający
w bogactwo przypominają oficera, o którym M. Luter opowiedział w Rozmowach przy
stole: Podczas wojny tureckiej pewien oficer powiedział swoim żołnierzom, że
jeżeli polegną w walce, będą wieczerzać z Chrystusem w raju. Oficer ten uciekł
z pola walki. Zapytany, dlaczego nie chciał wieczerzać z Chrystusem, odparł,
że tego dnia pościł. Eucharystia poprzez swój eschatyczny wymiar uczy ubóstwa
na wzór Chrystusa, który będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem
swoim ubogacić (2 Kor 8, 9). Dlatego w czasie Statio Orbis Jan Paweł II mówił
o lekcji, jaką daje Eucharystia, a którą to lekcję streścił św. brat Albert:
Trzeba być dobrym jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy
może dla siebie kęs ukroić i nakarmić się[15].
4. Obecność
Obecność Chrystusa jest zasadniczym wymiarem Eucharystii, do tego stopnia, że na zasadzie antonomazji można powiedzieć, iż Eucharystia to Chrystus. Antonomazja jest zastąpieniem imienia pospolitego przez imię własne lub odwrotnie, np. Krezus zamiast bogacz, Kolumb zamiast odkrywca, Warszawa zamiast stolica. W przypadku Eucharystii można powiedzieć Chrystus zamiast Eucharystia. Taką antonomazję stosował Jan Paweł II podczas adoracji w katedrze wrocławskiej, np. Jesteśmy tutaj po to, aby wspólnie z całym Kościołem wyznać naszą wiarę w Chrystusa-Eucharystię[16].Eucharystia jest więc tajemnicą obecności Chrystusa. Według św. Tomasza z Akwinu: Eucharystia tym się różni od pozostałych sakramentów, posiadających materię dostrzegalną, że zawiera w sobie świętość absolutną – samego Chrystusa, podczas, gdy świętość wody chrzcielnej określa jej funkcję – działanie uświęcające[17]. W Eucharystii sam znak sakramentalny jest Rzeczywistością – obecnością Chrystusa. Poprzez tą obecność Chrystus spełnia dla każdego pokolenia chrześcijan prośbę, którą wyrazili uczniowie w Emaus: Zostań z nami (Łk 24, 29). Poprzez Eucharystię Chrystus wypełnia także swoją obietnicę: A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt 28, 20). Obecność Chrystusa w Eucharystii czyni Go również Emanuelem – Bogiem z nami. Eucharystia jest więc kontynuacją tajemnicy Wcielenia, w kontekście której Chrystus nazwany został Emanuelem, to znaczy „Bóg z nami” (Mt 1, 23).
Eucharystia będąca obecnością Chrystusa jest dla powołanych szkołą obecności. Powołani powinni mieć coś z Emanuela – Boga z nami. Choć nie są bogami, to jednak mają być z ludem Boga. Nie mogą więc być - jak to określił św. Augustyn - tymi, którzy pragną nazywać siebie pasterzami, ale obowiązków pasterzy wypełniać nie chcą[18]. Powołani mogą więc od Eucharystii, która jest obecnością Chrystusa, nauczyć się obecności przy Jego ludzie. Obca powinna im być zasada, że: wielcy Kościoła trzymają z wielkimi tego świata. Obecność przy ludzie Bożym wyraża się między innymi poprzez głoszenie temu ludowi słowa Bożego. Chrześcijanie nigdy nie żyli w sprzyjających czasach. Jezus nikomu ze swoich wyznawców nie obiecał raju na ziemi. Każdy czas jest dla wyznawców Jezusa godziną próby. Odpowiedzią na różne wyzwania ze strony takich, czy innych, ale zawsze niesprzyjających czasów, było głoszenie słowa Bożego. W obliczu zagrożenia chrześcijanie jerozolimscy modlili się: A teraz spójrz, Panie, na ich groźby i daj sługom Twoim głosić słowo Twoje z całą odwagą (Dz 4, 29). Chrześcijanie jerozolimscy nie czuli się więc bezsilni wobec zagrożeń swoich czasów, lecz odpowiadali na zagrożenia intensywniejszym głoszeniem słowa Bożego. Oni wiedzieli, że:, wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa (Rz 10, 17). W obliczu współczesnych zagrożeń też trzeba zintensyfikować głoszenie słowa Bożego, bo: wiara rodzi się z tego, co się słyszy (Rz 10, 17). Jakże mieli uwierzyć w Tego, którego nie słyszeli? Jakże mieli usłyszeć, gdy im nikt nie głosił (Rz 10, 14). Eucharystia będąc obecnością Emanuela – Boga z nami, uczy być obecnym przy jego ludzie.
Zakończenie
Chrystus w Eucharystii jest pokarmem, ofiarą, przychodzącym w chwale i przede wszystkim obecnością. Na te podstawowe wymiary Eucharystii wskazuje formuła konsekracji. Ona powinna stawać się formułą życia. Tą formułę życia ukazuje Chrystus Eucharystyczny, który: jako pokarm uczy proegzystencji; jako ofiarna miłość uczy przeżywać charyzmat miłości na wzór bohatera ewangelicznej przypowieści o perle, który Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją (Mt 13, 46); jako przychodzący w chwale uczy ubóstwa będącego świadectwem wobec przychodzącego z Nim Królestwa Bożego; jako obecność uczy być z Jego ludem. Chrystus Eucharystyczny uczy więc eucharystycznej egzystencji, która jest podstawą kapłańskiej i zakonnej egzystencji.
Eucharystyczna egzystencja, której szkołą jest Eucharystia musi być podstawą kapłańskiej i zakonnej egzystencji. Według L. Kołakowskiego życie religijne zależy od żywotności, jaką noszą w sobie, jaką rozsiewają przekaźnicy wiary, głównie więc kapłani...Gdyby Europa miała zostać owładnięta przez buddyzm albo hinduizm, przez baptystów albo świadków Jehowy, albo Mormonów, kapłani chrześcijańscy byliby winni, kapłani okazaliby się ludźmi małej wiary[19]. Europa potrzebuje kapłanów wielkiej wiary, którzy formułę konsekracji czynią formułą życia. Na wrocławskim lotnisku Jan Paweł II powiedział: Jestem przekonany, iż Kongres Eucharystyczny przyczyni się skutecznie do poszerzenia przestrzeni życiowej dla Chrystusa eucharystycznego[20]. My kapłani możemy poszerzyć tą przestrzeń życiową dla Chrystusa eucharystycznego czyniąc formułę konsekracji – formułą życia.
Eucharystia - sakrament spotkania
Sakrament - jak mówi najbardziej powszechne dziś określenie - jest widzialnym
znakiem niewidzialnej łaski. Za pomocą znaków (gestów i czynności) i słów człowiek
w sposób pewny łączy się z Bogiem. Człowiek przyjmujący sakrament ma pewność,
że spotkał Boga bez względu na swoje subiektywne odczucia. Przyjąć Bożą łaskę
płynącą z sakramentu może na tyle, na ile otwarte jest jego serce, jednak w
sposób obiektywny łaska ta zawsze jest udzielana.
W kształtowaniu chrześcijańskiego życia szczególnego znaczenia przybiera Eucharystia, która - jak uczy soborowa Konstytucja o liturgii świętej - jest źródłem i szczytem chrześcijańskiego życia. Jak strudzony wędrowiec, aby napić się wody ze źródła, musi przed nim uklęknąć, tak chrześcijanin pragnący zaczerpnąć siłę klęka przed Chrystusem Eucharystycznym. Msza święta jest jednocześnie ucztą Słowa Bożego: na każdy dzień zgodnie z zamysłem Kościoła podawane są teksty biblijne, które mają kształtować świadomość słuchaczy. Wybór tekstów nie jest oczywiście przypadkowy, lecz tworzy zamkniętą całość, dlatego wiele osób, które nie mogą codziennie uczestniczyć w Eucharystii, prywatnie zagłębia się w lekturę czytań liturgii Słowa, aby nic nie uronić z tego Bożego skarbca.
Eucharystia jest sakramentem spotkania - z Bogiem i człowiekiem. Dlatego nazywana jest sakramentem elkezjotwórczym, sakramentem, który tworzy Kościół. John Donne napisał słowa, które stały się mottem do książki Ernesta Hemingwaya Komu bije dzwon, za którą otrzymał nagrodę Nobla: Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą, każdy stanowi ułomek kontynentu, część lądu... Żaden z ludzi nie może być całkowicie samotny. Człowiek potrzebuje drugiego, chce być kochany, szuka przyjaciół, nawiązuje coraz to nowe kontakty, łączy swoje losy z losami innych ludzi. W jednej ze swoich książek Alice Miller napisała: Każdy z nas cierpi na głód słuchającego, rzetelnego człowieka, który bez gróźb i obaw zaakceptowałby nasze pytania, lęki i obawy, dzieliłby nasze zainteresowania, rozumiał uczucia i nie wyśmiewał ich. Dlaczego tak jest? Bo człowiek z natury skierowany jest ku drugiemu. Zupełnie samotny człowiek - mówi niemiecki teolog Karl Rahner - to sprzeczność; taki istnieje chyba tylko w piekle. Dlatego nie ma racji francuski filozof i pisarz zarazem J.P. Sartre, gdy mówi, że piekło to inni ludzie. Przeciwnie, inni ludzie ubogacają nas, wnoszą światło w nasze życie, światło, w którym możemy lepiej ujrzeć samych siebie.
Znakomita część ludzkiego życia dokonuje się na płaszczyźnie różnych spotkań. Wynika to z faktu, że człowiek z natury jest istotą społeczną. Jest otwarty na drugą osobę, na spotkanie. A ponieważ stworzony jest na obraz i podobieństwo Boże, jedynym właściwym partnerem dla człowieka - mówi Romano Guardini - jest Bóg. Na Eucharystii dokonuje się spotkanie człowieka z Bogiem. Jego głównym elementem - jak przy każdym międzyosobowym spotkaniu - jest dialog. W tym wypadku dialog przybiera formę prawdziwej wymiany: Bóg ofiarowuje nam zbawienie, a Kościół składa Bogu uwielbienie. Tak więc całą liturgię przenika wewnętrzny, podwójny ruch: od Boga do człowieka i odwrotnie. Bóg pochyla się nad nami i oczekuje na odpowiedź. Teologia nazywa ów ruch aspektem zbawczym (dzieło Boga) i kultycznym (dzieło Kościoła). Inicjatorem dialogu w liturgii jest zawsze Bóg: On pierwszy wyciąga ku człowiekowi swą dłoń i pragnie go zbawić. Odpowiedzią człowieka na tę inicjatywę Boga jest uwielbienie.
Bóg jest rzeczywiście obecny i aktywny pośród ludu zbierającego
się, by uczestniczyć w Eucharystii. Możemy mówić przynajmniej o różnych formach
obecności Chrystusa:
* pod postaciami chleba i wina. Jezus powiedział o sobie: Jeżeli nie będziecie
spożywać Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie
mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, ma życie wieczne
(J 6,53-54).
* w Słowie Bożym - soborowa Konstytucja o liturgii świętej mówi: Jezus jest
obecny w swoim Słowie, albowiem gdy w Kościele czyta się Pismo święte, wówczas
On sam mówi.
* w całym zgromadzeniu. Jezus obiecał: Gdzie dwaj albo trzej zbierają się w
Imię moje, tam Ja jestem pośród nich (Mt 18,20).
* w osobie przewodniczącego liturgii kapłana, który na mocy święceń jest szczególnym
narzędziem w ręku Boga.
Eucharystia jest także spotkaniem z drugim człowiekiem we wspólnocie Kościoła. Chrystus jest przecież obecny nie tylko w całym ludzie zgromadzonym na liturgii, ale w każdym człowieku indywidualnie. Uczy nas św. Paweł, że ciała nasze są świątyniami Ducha Świętego. To właśnie On ze "zbiorowiska" ludzi przybyłych na Eucharystię tworzy wspólnotę. Z tego też powodu Mszę św. nazywamy sakramentem jedności. Do tak utworzonej wspólnoty każdy człowiek wnosi swoje wewnętrzne bogactwo, swoją modlitwę, pragnienie dobra, miłość, a także swoje kłopoty, problemy. Wszystko to wspólnota ofiarowuje Bogu na ołtarzu. Wyrazem tego ofiarowania są składane dary - chleb i wino. Bóg przyjmuje te ofiary, zarówno duchowe, jak i materialne i pozwala doświadczyć swej uzdrawiającej i przemieniającej mocy. Eucharystia jest spotkaniem z innymi ludźmi także w tym sensie, że każdy ma wcześniej wyznaczoną funkcję i zadania, i może włączyć się we współtworzenie liturgii: przez służbę ołtarza, uczestnictwo w chórze, przez śpiewy, przyniesienie darów ofiarnych czy inne posługi.
Matka Teresa z Kalkuty zapytana kiedyś w wywiadzie przez
jednego z dziennikarzy, skąd ona i siostry z nią współpracujące czerpią siłę
do tak trudnej służby, jaką wykonują na ulicach, dworcach, przytułkach i szpitalach
wskazała na Najświętszy Sakrament i rzekła: To jest nasza siła. Rzeczywiście
bowiem siostry spędzają cztery godziny dziennie na adoracji Jezusa Eucharystycznego.
Właśnie Eucharystia staje się dla nich umocnieniem w posłudze. Świadomie i mądrze
przeżywana, może stać się nim także dla nas.
Msza św. nosi różne nazwy. Jedną z najbardziej starożytnych, a jednocześnie
biblijnych jest „łamanie chleba”. Takim określeniem posługuje się św. Łukasz
w Dziejach Apostolskich opisujący życie pierwotnego Kościoła; takiego terminu
używa również św. Paweł w swych listach. W Kościele pierwszych wieków Eucharystią
częsta łączona była z ucztami dla wspólnoty chrześcijan, zwanymi agapami. Na
agapy zapraszano często ludzi najuboższych, by wraz z nimi łamać chleb.
Innym określeniem sakramentu Ciała i Krwi Chrystusa jest Eucharystia. Greckie słowo eucharistein oznacza „dziękować”. Jest to więc sakrament, w którym wyrażamy Bogu wdzięczność za dobro, które dla nas czyni. Psychologowie twierdzą, że człowiek, który potrafi dziękować, umie również dostrzega pozytywne strony w swoim życiu. Umie zauważać dobro w innych i w sobie, łatwiej unika przygnębienia i smutku. Człowiek, który umie dziękować, wytwarza wokół siebie specyficzną atmosferę wdzięczności, klimat, w którym inni chcą przebywać.
Najczęściej używana nazwa Eucharystii - Msza święta, pochodzi ze źródłosłowu łacińskiego. W łacińskim Mszale ostatnie słowa, które kapłan kieruje do wiernych, sprawując ten sakrament, brzmią: „Ite, missa est”, które można oddać w tłumaczeniu jako: „Idźcie, jesteście posłani”. W ten sposób nazwa „Msza św.” przypomina nam o chrześcijańskim obowiązku dawania świadectwa o przynależności do Chrystusa.
Kolejna nazwa używana na określenie Mszy św. to Wieczerza Pańska. Wystarczy wspomnieć fresk Leonarda da Vinci, Ostatnia Wieczerza, namalowany na ścianie mediolańskiego kościółka Santa Maria delle Grazie. Wieczerza, którą Jezus spożył ze swymi uczniami przed swym pojmaniem, a na której ustanowił Eucharystię, była paschalną ucztą, sprawowaną przez Żydów na pamiątkę wyzwolenia Izraelitów z niewoli w Egipcie i cudownego przejścia przez wody Morza Czerwonego. Nazwa „Wieczerza Pańska” odsyła nas więc bezpośrednio do wieczernika, pośrednio zaś upamiętnia nasze wyzwolenie dokonane przez Chrystusa przez krzyż i zmartwychwstanie. Jak bowiem Izraelici w noc paschalną „przeszli” (hebrajskie słowo pesah oznacza „przejście”) z niewoli egipskiej ku wolności ziemi obiecanej, i jak Chrystus „przeszedł” ze śmierci do życia, tak każdy przyjmujący dzieło Jezusa „przechodzi” z niewoli grzechu ku wolności dzieci Bożych. .
(źródło: ks. dr hab. Mariusz Rosik, http://www.liturgia.wroclaw.pl/)
Aktualności Historia Patron Kapłani Wspólnoty Biuro parafialne Ogłoszenia Porządek nabożeństw Kontakt Links Strona główna